piątek, 15 sierpnia 2014

3

 
Za niecałe osiem tygodni popełnię samobójstwo.
  Za 55 dni będę nieżywa.
Nawet to sobie zaplanowałam. Zwykłe tabletki nasenne i po sprawie. Nie będzie boleć, poddam się temu i w spokoju odejdę. Mama nie będzie płakać, bo nie będę cierpieć. Będzie dobrze.

  Rano zwlekłam się z łóżka i zerknęłam na puste łóżko. Mama została w domu, bo czułam z kuchni zapach omletów. Przebrałam się w jakieś normalne, wygodne ciuchy, bo zauważyłam, że poprzednie ubranie posiada na sobie zaschnięte wymiociny i nie pachnie najlepiej. Przypomniałam sobie, że przecież nie wzięłam prysznica i poczłapałam do łazienki.
  Zawsze pod prysznicem mam jakieś napady myśli i zawsze tam zbiera mi się na refleksje. Chyba dwadzieścia minut przeznaczam rozmyślaniu nad sensem istnienia, a potem w pięć minut udaje mi się umyć.
W tej chwili też tak było. Głowa bolała mnie od widoku twarzy Skandera w moich myślach i od głosu tego mężczyzny, z którym się wczoraj spotkałam. Instynktownie, czyli niczym masochistka, myślałam dalej.
  Za 55 dni Skander wyjdzie z zakładu poprawczego. Piekło znów się rozpocznie.
Słyszałam jego krzyk, gdy siedziałam w policyjnym radiowozie, a sami policjanci wyciągali go siłą z domu. Brzmiał okropnie, a z ust mojego prześladowcy leciały wyraźne słowa:
- Nawet jak stąd wyjdę to i tak będę cię dręczył. Nie odpoczniesz ode mnie. Będziesz bała się zasnąć.
  A mówił to z takim przekonaniem, że już wtedy byłam przerażona. Nie mylił się, teraz boję się zmrużyć choćby oko. Jeszcze przedwczoraj weszłam na tą stronę, obrażającą mnie i czytałam wpisy jego znajomych, że nie mogą się doczekać, aż mnie spotkają i dadzą mi w twarz. Za niedługo będą czytać o tym, jacy będą uradowani gdy Skander dopnie swego, znajdzie mnie i będzie mnie dręczył.
  Czemu nie zgłoszę tego policji? To jest bezsensowne. Strony tworzą się, gdy tylko jakaś się usunie, a dręczący mnie ludzie tak czy siak nic sobie z tego nie robią, bo korzystają choćby z publicznych komputerów w jakiś lokalach. Do tego panicznie się boję, że z jednego prześladowcy stworzą się dwóch takich. Bezbronność jest moją cechą przywódczą.
  Po umyciu poszłam od razu do kuchni i posłałam mamie delikatny uśmiech na przywitanie. Ucieszyła się na mój widok, po czym zaprosiła mnie do stołu. Omlety pachniały tak znakomicie, że tylko czekałam, aż je zjem. Mama podała mi szklankę soku pomarańczowego i usiadła naprzeciwko. Wyglądała na zmęczoną.
  - Jak się spało?- zagadnęła.
Nie odpowiedziałam, byłam zbyt bardzo zajęta jedzeniem.
  - W takim razie jak się czujesz?
  - Dobrze.
Mama zmierzyła mnie wzrokiem i pokręciła niemrawo głową.
  - Neve, zawsze tak mówisz, a jest wręcz odwrotnie. - skarciła mnie i ułożyła brodę na dłoniach. Miała poważną minę, ale z jej oczu wywodziła się łagodność. W duchu cieszyłam się, że założyłam bluzkę z długimi rękawami, które zasłaniały mi nadgarstki. Nie musiałaby na to patrzeć i nie byłaby smutna.
  - A jak mam się czuć?- wysapałam spokojnie, nie miałam siły na krzyk.- Jest okropnie.
  Odeszłam od stołu i cicho powędrowałam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi, zasłoniłam rolety, zgasiłam światło. Czułam się w swoim żywiole. Zamiast rzucić się na łóżko, usiadłam na podłodze i myślałam. Wiedziałam, że w tym momencie rozpoczęłam burze w moim umyśle, ale nie przejmowałam się tym.
  Przywoływałam wspomnienia, tak wyraźne jak na filmie. Tym razem padło na tym, jak przyjmowali mnie do swojej paczki. Miałam szesnaście lat, byłam pewna siebie i zawsze dzierżyłam uśmiech na twarzy. Byłam taka podekscytowana i uradowana, że mnie przyjmują. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, co mnie czeka i jak na następny rok będę wyglądać. Pamiętałam jak Skander przytulił mnie i zapewnił, że napad na sklep nie będzie niczym złym. Że nic nam się nie stanie, a zdobędziemy kilka fajnych rzeczy.
  Wzdrygnęłam się, żeby jakoś otrząsnąć się z myśli. Nie chciałam wspominać o tym co działo się dalej, bo dostałabym kolejnego ataku. Obiecałam sobie, że do tych osiem tygodni nic głupiego nie zrobię, nie będę się okaleczać, żeby mama się nie martwiła.
  Czułam się okropnie i myślałam, że wszystkim zawadzałam. Mama przeze mnie cierpiała, ile razy podsłuchałam jej rozmowy z Rogerem. Ile razy żaliła mu się, że nie wie co ze mną zrobić, że nie ma pojęcia jak polepszyć mój stan psychiczny. Tyle razy płakała, tyle łez wylała przez swoją okropną córkę, że na samą tą myśl też chciało mi się płakać.
  Najlepiej byłoby jakbym po prostu zniknęła, jakby mnie nie było. Jakbym nie istniała, Skander zostawiłby mamę i Rogera w spokoju. To przeze mnie się wszystko zaczęło i przeze mnie ma się też skończyć.
  Postanowiłam poszukać mamy, nie chciałam być sama, bo nie wytrzymywałam już psychicznie. Zerknęłam do kuchni, w której nie było mojej rodzicielki, nie było jej też w łazience, ani w salonie. Powędrowałam po schodach do jej sypialni.
  Sypialnia mamy wygląda jak z jakichś hollywoodzkich filmów, wszystko jest bogato zdobione, nawet poduszki z ładnym, złotym haftem. Łóżko jest ogromne i można by rzec, że pomieści nawet trzy osoby. Moja mama lubi porządek, więc nie ma mowy, żeby panował tu bałagan, co akurat w moim pokoju często się zdarza. Do tego pachnie tu lawendą, więc lubię tu przesiadywać.
  O dziwo, mamy w tej chwili nie było. Nie było jej w domu, co mogę uznać, za rzecz wręcz niespotykaną- zawsze mówi mi kiedy i gdzie wychodzi, do tego nie często zostawiała mnie samej sobie.
Wyciągnęłam z kieszeni spodni komórkę, żeby się z nią skontaktować. Po chwili usłyszałam dzwonek mamy, wywodzący się ze strony biurka i już wiedziałam, że zostawiła telefon w domu. Westchnęłam.
Martwiło mnie to, że tak po prostu zniknęła. Najwidoczniej musiało się coś stać poważnego i dlatego szybko opuściła mieszkanie. Nie chciałam nawet myśleć, że stało się coś złego.
  Gdy chciałam opuścić pokój, telefon mamy zaczął wibrować na biurku i wydał z siebie dźwięk, oznaczający przyjście sms-a. Wiedziałam, że nie powinnam sprawdzać mamie komórki, jednak i tak poczłapałam do biurka. Wzięłam telefon do rąk, szybkim ruchem palców odblokowałam go i po chwili wyświetlił mi się nadawca wiadomości. Roger.
" Nie, nie otwieraj tego. To są ich prywatne sprawy."
  Coś mnie kusiło, żeby kliknąć i zobaczyć treść wiadomości. Po prostu nie mogłam odciągnąć się od tego pomysłu, ale po chwili odłożyłam telefon. To są ich sprawy i nie powinnam się wtrącać.
Czułam chwilowy niedosyt, że jednak nie sprawdziłam smsa, bo ostatnio mama zaczęła robić się podejrzanie tajemnicza. Z drugiej strony cieszyłam się jednak, że zachowałam się uczciwie. Uczciwość- to jedyna moja dobra cecha.
  Snułam się bezsensownie po domu i zupełnie nie wiedziałam, co mam robić. Po paru minutach przyszedł czas na tabletki antydepresyjne, więc szybko połknęłam daną porcję, którą popiłam colą z puszki. Jak to często bywa po lekach, zawsze musi zakręcić mi się w głowie. Wtedy też czułam się słabo i musiałam oprzeć się o blat, żeby nie runąć na podłogę.
  Postanowiłam, że obejrzę coś w telewizji. Dawno nic nie oglądałam, bo cały dzień przesiadywałam z laptopem lub książką w ręce. Nie ma mowy, żebym społecznie jakoś istniała. Samotność mi nie przeszkadzała, a to było chyba najważniejsze.
  Usiadłam na wygodnej kanapie i czułam jak zapadam się w siedzeniu. Sięgnęłam po pilota, który leżał na ławie i włączyłam telewizor. Na ekranie wyświetlił się jakiś film z bardzo ładną, rudą aktorką. Przyglądałam się jej i na moment zazdrościłam dziewczynie, że jest taka piękna. Naprawdę. Miała taką radosną buzię, promienistą i miłą. Wyglądała na zdrową; fizycznie, jak i zarówno psychicznie. To nie była jakieś złe, że jej zazdrościłam, w mojej zazdrości krył się stuprocentowy podziw. Tak bardzo chciałabym być taka jak ona, nie mieć żadnych problemów i zachowywać się jak przeciętna nastolatka, chodzić do normalnej szkoły i nie brać tabletek antydepresyjnych.
  Gdy niechcący nacisnęłam przycisk na pilocie, a tym samym zmieniłam kanał, przestałam o tym myśleć. Jak zombie wpatrywałam się w ekran, oglądając najnowsze wiadomości. Skuliłam się i oparłam brodę o kolana.
  - Dzień dobry!- przywitał się prezenter. Miał falowane włosy do brody, lekko potargane, ale w jakimś sensie ułożone i oliwkową skórę. - Witamy w dzisiejszym wydaniu "Po faktach"!
Mężczyzna mówił o jakimś tymczasowym kryzysie w kraju, który nic mnie nie obchodził. Opowiadał też o nowo otwartym schronisku, co już znacznie bardziej przykuło moją uwagę. Jednak przez ostatnią wiadomość poczułam ciarki na plecach.
  Na ekranie ujrzałam jedną z tych stron, które po prostu mnie wyśmiewają. Rozszerzyłam oczy gdy zobaczyłam moje zdjęcie sprzed roku, na którym miałam rozpikselowaną twarz. Zaczęłam się trząść, serio. Drgawki były mocniejsze niż te w aucie Rogera. Musiałam naprawdę się skupić, żeby usłyszeć cokolwiek, chciałam dowiedzieć się czemu ta strona znalazła się tu, w wydaniu wiadomości.
  - Strona ta dotyczy panny Neve R.- wstrzymałam oddech, gdy prawie wymówił moje pełne imię i nazwisko. Jeszcze to byłoby mi potrzebne. - Jest ponad sto dwadzieścia takich stron, obrażających i zastraszających dziewczynę. Policja już dawno zajmuje się tą sprawą, jednak potop kolejnych stron nie ustaje. Przeprowadziliśmy wywiad z panią Nathalie R, mamą pani Neve R.
  Przez moment czułam się jakbym miała amnezję. Jakbym nic nie pamiętała, jakbym nie wiedziała kto to jest Nathalie Rasac. Przez moment nie chciałam jej znać, nie chciałam w ogóle widzieć jej sylwetki na ekranie.
Miała rozpikselowaną postać, jednak czułam, że to ona. Widziałam rozmazane wzorki na jej bluzce i ciemne, upięte włosy. Zostawiła mnie samą, żeby wyjść udzielić wywiadu? Nie znałam jej.
  - Co zamierza pani zrobić z pańską córką i jej prześladowcami?- miałam ochotę walnąć pilotem o telewizor, gdy usłyszałam te pytanie. Łzy napływały mi do oczu i nie chciałam, żeby ktokolwiek coś o mnie wspominał. Panikowałam.
  - Wraz ze swoim partnerem- jej głos był zupełnie inny, zmodyfikowany. Dalej nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę.- Robimy wszystko co możemy, aby uchronić córkę przed tymi ludźmi. To niedorzeczne, że policja nadal nie może znaleźć tych małolatów.
  Krztusiłam się łzami i nie mogłam powstrzymać się od rozpaczliwego szlochu. To było okropne. To jest moja własna matka, kobietą która mnie wychowała i przynajmniej wydawało mi się, że ją znałam. Mamy nie robią swoim dzieciom czegoś, co może im zaszkodzić.
  - Słyszeliśmy o kilkakrotnych próbach samobójczych córki. Czy to prawda, że już nie jeden raz próbowała zabić się przez nadmierne okaleczanie?
  - Tak. To prawda.
 Wyłączyłam to. Gotowałam się sama w sobie i nie potrafiłam zebrać myśli w kupę. To nie mogła być moja mama, która zawsze chce mnie chronić. To nie mogła być ona, choć praktycznie tak samo wyglądała i mówiła tym swoim własnym tempem. To nie była ona to nie była ona to nie była ona. Przynajmniej chciałam, żeby ktoś inny opowiadał moją historię tysiącom ludzi.
  Atak. To jedno słowo nasuwało mi się na język i przez ten jeden wyraz serce zaczęło mi mocniej bić, a ręce coraz bardziej się trzęsły. Bałam się tego, ale nie mogłam nic innego zrobić jak rozpętać burzę.
  To moja mama. Nie powinna takiego czegoś mówić. Być może oglądają to znajomi Skandera, albo i on sam. Być może już czekają na to, aby mnie zaatakować. Tyle rzeczy się obawiałam, gdy moja mama rozpowiadała coraz to nowsze informacje o mojej osobie.
  Płakałam ile wlezie, zaciskałam palce w pięści, chciałam z tym walczyć. Przecież obiecałam sobie, że nie zrobię nic głupiego przed tymi cholernymi ośmioma tygodniami. Chciałam po prostu przeżyć te dni, sprawić mamie radość. Do cholery, właśnie teraz cierpię przez tą kobietę, nie powinnam zawracać sobie nią głowy.
" Muszę iść po tabletki."
  Zerwałam się z fotela i pobiegłam w stronę szafki z lekami. Targały mną emocje, przy otwarciu szuflady wywaliłam kilka opakowań po lekarstwach, ale jakoś udało mi się wyciągnąć bez szwanku moje tabletki. Dwie nie pomogą. Trzy nie. Cztery też. Pięć nie. Sześć nie. Siedem, osiem?
  Na mojej dłoni ułożyło się dziesięć białych pigułek. Błyszczały w blasku lamp, podskakiwały przy każdym drganiu ręki. Połknęłam je jedna za drugą, popijając jakimś gorzkim napojem, umiejscowionym w pierwszej lepszej szklance. Zakręciło mi się w głowie, co oznaczało, że żołądek przyjął lekarstwo.
  Bałam się podejść do salonu z myślą, że włączę ten przeklęty telewizor i że ujrzę moją mamę. Jej pretensjonalne słowa ciągle tkwiły mi w umyśle i to one powodują, że jestem w takim stanie.
To moja mama. Dobrze wiedziała, że nigdy nie powinna robić mi takiego świństwa. Może miała już dość swojej ponurej córki, która wszystkim zawodziła i przeszkadzała w spełnieniu marzeń? Mama zamiast chodzić do pracy i zdobywać awanse, prawie cały czas zostaje ze mną w domu i nie spuszcza mnie z oka. Może chciała się doigrać? Jestem beznadziejna.
  Zrobiło mi się na moment duszno i lekko się zachwiałam, jednak nie miałam problemu ze staniem na nogach. Powietrze było cięższe, mogłam spokojnie tak stwierdzić. W mig otworzyłam wszystkie okna, żeby do domu naleciało trochę jesiennego, świeżego powietrza, ale to nie pomagało. Bardziej niż na atmosferze skupiłam się na roztrzęsionych dłoniach, które jak wściekłe nie mogły się uspokoić.
  Po paru minutach zaczęło mi się mocno kręcić w głowie i mogłam odczuć silny ból brzucha. W pozycji leżącej przeczekiwałam chwile katuszy na kanapie, jednak mój stan się nie polepszał.
Ból nasilał się z miejsca, gdzie prawdopodobnie jest żołądek i był tak natarczywy, że każda sekunda była coraz to gorsza. Głowa przyłączyła się do brzucha i oboje nie dawali mi spokoju, syczałam jak wąż przy każdym ukłuciu. Jeśli można dygotać jeszcze bardziej niż galareta, to właśnie teraz dostałam silniejszych drgawek. Kompletnie nie wiedziałam co się ze mną dzieje, bo na atak mi to nie wyglądało.
  Miałam mroczki przed oczami, czarne plamki osaczyły moje oczy i ledwo co widziałam.
  W jednej chwili serce zakuło mnie tak boleśnie, że myślałam, że już po mnie.
  Usłyszałam krzyk.
  Czy to był mój krzyk?
Nie mogłam się tego dowiedzieć bo zamknęłam w końcu oczy i chyba już nie oddychałam.








5 komentarzy:

  1. Strasznie jej współczuje. Została wyśmiana, odtrącona...Cały czas czuje strach. Czekam na ciąg dalszy. A tak przy okazji to zajebisty szablon. I mogłabyś usunąć weryfikacje obrazkową? Byłabym cholernie wdzieczna ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedna.
    Czekam na ciąg dalszy

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratulacje. :) Zostałaś nominowana do liebster award. Wiecej informacji na blogu http://www.thirteen-objectives.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaciekawiłaś mnie :)) Czekam na next ! Weny :* Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń