piątek, 1 sierpnia 2014

2

 

 Powietrze było cięższe, albo może to mi się ciężej oddychało. Mężczyzna dostrzegł przerażenie w moich oczach, zacisnął usta i popatrzył się na mnie pobłażliwym wzrokiem. Nie potrzebowałam jego litości.
Zrozumiałam już na dobre, że mój prześladowca trafił do zakładu poprawczego. Nie wiedziałam czy miałam się z tego cieszyć, czy nadal się nim zamartwiać, skoro jakiś koleś z tego zakładu chciał się z nami spotkać.
  - Usiądźmy.- zaproponował gestem dłoni, ale tylko on siadł na ławce. My wszyscy staliśmy obok siebie, chyba tylko ja wyglądałam na zamurowaną. Gdyby nie dłoń mamy, która usadowiła się na moim ramieniu, po prostu bym się załamała, upadła na ziemię i zaczęła lamentować. To często zdarza się, gdy jestem sama w nocy w swoim pokoju.
  - Tak, jak prosiła pani Rasac- skinął w kierunku mojej mamy.- Chciałbym przekazać państwu parę informacji, dotyczących Skandera Livernoon'a.
Na jego imię w żołądku poczułam nieprzyjemny ścisk. Odwróciłam głowę i poszukałam spojrzenia mamy, lecz ono było nieobecne. Jej oczy wgapiały się w jeden punkt, a mianowicie w twarz tego mężczyzny.
  - Mam dobrą i złą wiadomość.- nie lubiłam takiego czegoś, nie lubiłam gdy przy przejściu do rzeczy, ktoś mówi, że ma dwie wiadomości: jedną lepszą, drugą gorszą. To było zupełnie niepotrzebne. Jednak tu mama decydowała i po jej minie wiedziałam, że zbiera się na wypowiedzenie zdania.
  - Prosimy o tę lepszą.- mruknęła cicho i złapała mnie za rękę. Kątem oka dostrzegłam, że Roger objął ją, żeby dodać jej trochę wsparcia. Ona też niemało ze mną przeszła, może nawet i więcej ode mnie. Ale ona jest silna, więc nic ją nie załamie. Jakby chciała, mogłaby pokonać każdego, mogłaby zniszczyć każdy mur i pokonać największe trudności. Niepozorna kobieta, mniejsza ode mnie o czoło, zawsze ubrana w jakieś kwieciste spódniczki, z kokiem na głowie, mogłaby dokonać tych rzeczy. Za to ją podziwiam.
  - Więc psycholodzy twierdzą, że stan psychiczny Skandera znacząco się poprawił. Wyciszył się, uspokoił i naprawdę zmienił swoje nastawienie.- czekałam na to ,,ale'' z jego strony, bo wziął przerwę i na moment opuścił wzrok.- Jednakże znaleziono w jego pokoju dwuznaczne listy, jakieś plany. Na wszystkich z nich znajdowało się twoje imię, Neve.- sapnął, a ja odruchowo cofnęłam się o krok, a tym samym podeptałam mamie stopy.
  Przełknęłam ślinę i nagle przeniosłam się do zupełnie innego świata. Wyobraziłam sobie pokój w zakładzie poprawczym, w którym to mieszkał Skander. Widziałam go. Dostrzegłam jego twarz, siedział na łóżku i czytał. Czytał moje pełne imiona i nazwisko, a przy tym niepokojąco się uśmiechał.
Wróciłam do rzeczywistości, gdy z moich oczu ciurkiem poleciały łzy. Nie teraz, nie płacz tu, skarciłam siebie. Nie chciałam wyjść na płaczkę przed tym mężczyzną, choć w gruncie rzeczy taka naprawdę byłam. Płakałam ile wlezie i nie przeszkadzało mi to. Jednak w tym miejscu chciałam po prostu wyglądać jak silna dziewczyna.
  - Oczywiście po znalezieniu tych listów psychologowie zaczęli rozmawiać na poważnie ze Skanderem, bo wiedzieli dokładnie za co się tam znalazł. Mówił, że to były tylko jakieś śmieci na początku jego ,,przygody" z zakładem.
 - Niech mu pan nie wierzy. Niech nikt mu nigdy nie wierzy.- zmusiłam się, żeby coś powiedzieć. Głos miałam tak chwiejny, że aż prawie niesłyszalny.
 - Mogę ci to obiecać.- chrząknął i znów na mnie spoglądnął.- Psychologowie i ogólnie ludzie z tej placówki są po jego stronie, lecz ja wiem swoje po zeznaniach pani Rasac.- podniósł kąciki ust wyżej, gdy zerknął na mamę.
W sumie to nie wiedziałam dokładnie kim jest ten mężczyzna, więc spytałam się go skąd on o tym wszystkim wie, czemu nam to mówi. Powiedział, że po prostu pracuje w zakładzie poprawczym jako strażnik, a mama płaci mu w zamian za informacje. Po przyjęciu tych wszystkich wiadomości do siebie, po prostu skinęłam z lekka głową.
 - Czas na przekazanie tej gorszej wiadomości. Pani Rasac, godzi się pani na to, żeby pańska córka mogła usłyszeć to, co mam do powiedzenie?
  Jak dla mnie mężczyzna zachował się bezczelnie. Skoro mnie dotyczyła ta sprawa i mojego prześladowcę, to bez gadania powinnam tu zostać. Wbiłam pełne oburzenia spojrzenie w oczy mężczyzny.
  - Tak, niech pan przejdzie do rzeczy.- mama też się trochę niecierpliwiła. Zrobiło się już ciemno, w końcu była jesień i dzień był znacznie krótszy niż w lecie. Zimne powietrze ochładzało mi twarz.
  - No dobrze...- mężczyzna wziął jeden głęboki wdech.- Zgodnie z wszystkimi rozprawami, Skander Livernoon opuści zakład poprawczy za osiem tygodni od tego tego dnia.
  Po tych słowach zaczęłam się trząść i miałam mroczki przed oczami. Było mi tak słabo, że nie mogłam oddychać. Dobrze, że stałam przed mamą i mnie asekurowała, bo od razu poleciałabym na grunt.
Moje dłonie trzęsły się niemiłosiernie, wszystko mi wirowało. Świat stanął w miejscu. Udawałam, że nie słyszę błagalnych krzyków mamy typu ,, Uspokój się, Neve!". W tej chwili nie istniałam.
  Skander opuszcza zakład. On wróci, a koszmar powróci razem z nim ze zdwojoną siłą.
 Nie chciałam nikogo słuchać, byłam jak w transie. Ktoś złapał mnie za rękę, ale to nie była mama. Zaczęłam krzyczeć, przestałam, gdy uświadomiłam sobie, że to Roger. Zaprowadził mnie do auta, przypiął z tyłu pasami, a sam usiadł na miejsce kierowcy. Dygotałam jak wściekła, kolana rozchodziły się na wszystkie strony, brakowało mi powietrza.
  W końcu zakończyło się na tym, że zwymiotowałam na siedzenie. Roger nie zareagował agresywnie, spokojnie podszedł do mnie, wyprowadził mnie znów na zewnątrz, żebym mogła zaczerpnąć świeżego powietrza i zabrał się za sprzątanie wymiocin. Czułam się głupio, że zwymiotowałam w tym momencie.
To nie był atak. To było zupełnie coś innego. Przy ataku chciałabym się zabić, a teraz chcę po prostu przeżyć, chcę, żeby on nigdy nie wychodził z tego zakładu.
  Dopiero po dwudziestu minutach przyszła mama i usiadła ze mną z tyłu. Od razu wtuliła się we mnie, a przy tym uspokoiła drgawki. Nadal byłam nieobecna, bo jej słowa do mnie nie docierały. Mogłam zobaczyć jednak wszystko, byłam na schyłku świadomości.
  Gdy wróciliśmy do domu, mama oznajmiła, że tą noc spędzi ze mną. Przeniosła swoje poduszki i kołdrę i usadowiła się na połowie mojego łóżka. Było dwuosobowe, więc spokojnie mogła się zmieścić.
Wiedziałam, że ona wie coś więcej, ale bała mi się o tym powiedzieć. Zgasiła światło nad łóżkiem, pogłaskała mnie po głowie i mocno przytuliła.
  - Dobranoc..- wyszeptała, a ja przełknęłam ślinę. Usłyszałam lament z jej głosu.
  Nie byłam w stanie, żeby jej odpowiedzieć. Cud, że usłyszałam jej głos. Nie minęło dziesięć minut, a zasnęła, cicho pochrapując.
  Z moich oczu pociekły łzy, którymi też się dławiłam.
 ,,Ta noc nie będzie spokojna'', pomyślałam.
 Wszystko co złe naszło mnie w jednej chwili, myślałam o wszystkim tak gwałtownie, że aż poczułam wibrujący ból w czaszce. Było mi wtedy obojętne czy tu umrę, czy nie. Wiedziałam, że atak zaczynał się nasilać. Chciałam tylko poddać się snu.
  Nie mogłam zasnąć, choć chciałam. Dopiero po godzinie mogłam usnąć na następne dwie, po czym wstałam, wzięłam tabletki antydepresyjne i znów położyłam się spać. Spałam i budziłam się tak na przemian, aż zasnęłam na dobre.

5 komentarzy:

  1. Ten rozdział lepszy od poprzedniego, dobrze Ci idzie. Pisz dalej, bo nie mogę się doczekać jak potoczy się akcja ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam do mnie, prolog już dodany ;3

      Usuń
    2. Ja dodałam kilka rozdziałów, a Ty nadal nie.
      Oj.. nie ładnie.
      Cóż będę czekać nadal ;3

      Usuń
  2. Świetne! Jestem pod wrażeniem tego opowiadania. Trafiłam tutaj przypadkiem, ale na pewno zostanę na dłużej.
    Czekam na ciąg dalszy (:

    OdpowiedzUsuń